Dzieje się

DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH - tekst Jana Daniluka

Chciałbym Państwa zatrzymać przy jednej z uliczek Gdańska. Uliczce, która nawiązuje do jednej z rocznic, którą niebawem będziemy obchodzić. Uliczce, której nazwa miała zapewne być rodzajem hołdu dla grupy bohaterów z jednej, a przypomnieniem o tragicznej historii Polaków w Gdańsku w 1939 r. z drugiej strony.

Dziś jednak jest raczej dowodem niefrasobliwości autorów jej nazwy, a także zaniedbania władz miejskich minionych, co najmniej kilku, kadencji.

Czy się to komuś podoba, czy nie, nazwy placów, alei i ulic są nośnikami wiedzy historycznej i narzędziami kształtującymi naszą pamięć historyczną i świadomość o miejscu, w którym żyjemy. Na tyle jednak spowszechniałymi, że często ignorowanymi. Ale jednak. Doskonale zdają sobie z tego powodu sprawę politycy i samorządowcy. Wystarczy śledzić uważnie media lokalne - przecież, jak to u nas, co rusz wybuchają gorące dyskusje nad celowością nazwania tak, a nie inaczej, nowego mostu, wiaduktu czy ulicy...

 

Ulica Poczty Gdańskiej w Oliwie, na rogu z aleją Grunwaldzką. Nazwa tej ulicy nie ma nic wspólnego z pocztowcami, którzy 1 września 1939 r. bronili polskiego urzędu na Heveliusplatz i stali się jednym z symboli oporu, jaki stawiono niemieckiemu napastnikowi. (Fot. J. Daniluk)

 

Można dyskutować nad celowością niektórych zmian, byleby były one merytoryczne, a nie emocjonalne (to też temat na osobny wpis...). Wydawałoby się jednak, że jest pewna kategoria osób czy wydarzeń, które w powszechnej świadomości powinny zostać upamiętnione. Ba, w większości wypadków są, i to już od dawna. Trudno bowiem znaleźć miasto, w którym nie byłoby ulicy Obrońców czy Bohaterów Westerplatte, czy też Wybrzeża. Chyba też nie ma nikt uwag, co do zasadności istnienia ulic Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku.

Diabeł jednak tkwi w szczegółach. W wielu miastach istniały (i nadal istnieją) ulice „Poczty Gdańskiej" lub „Obrońców Poczty Gdańskiej". Co zaskakujące - tak też jest w Gdańsku, a dokładniej: w jednej z jego dzielnic, Oliwie. Boczna ulica od al. Grunwaldzkiej, która prowadzi do dworca kolejowego w tej części miasta, nosi nazwę „Poczty Gdańskiej". Ewidentny błąd. Niby mała rzecz, ale jak diametralnie zmienia sens nazwy. Czy istnieli jacyś „obrońcy poczty gdańskiej"? Ha, zapewne. W marcu 1945 roku. W innych, zapewniam Państwa, mundurach, niż polscy pocztowcy we wrześniu 1939 roku... Nikt mi też nie wmówi, że to im właśnie, a nie Polakom z urzędu przy dawnym Heveliusplatz, poświęcona jest dziś ulica w Oliwie. Przypomnę tylko, że jest ona przedłużeniem ulicy Obrońców Westerplatte, która znajduje się po drugiej stronie al. Grunwaldzkiej. Czy to nie wstyd, że - gdzie, jak gdzie, ale w Gdańsku właśnie! - także nadal istnieje taka ulica, z kardynalnym błędem w nazwie? Wiem, że podobny błąd popełnili autorzy pomnika ustawionego w 1966 r. na Westerplatte, na którym wyryto „Poczta Gdańska". Zmiana tego stanu rzeczy byłaby nieporównywalnie trudniejsza i bardziej czasochłonna, niż zmiana nazwy jednej, niewielkiej  uliczki. Co nie zmienia faktu, że też byłaby potrzebna...

 

Na pomniku ustawionym w 1966 r. na Westerplatte wyryto „Poczta Gdańska" (fot. M. Foks)

Powiecie Państwo, że to drobiazg, że „się czepiam". Problem w tym, że błąd niepoprawiany się utrwala, powiela, zapada w pamięć. Uważni czytelnicy zauważą, że ten błąd pojawia się nie tylko u wielu publicystów (szczególnie spoza Gdańska), jak i nawet historyków! Nie można na takie rzeczy pozwalać. Wiem, że niejednokrotnie zwracano uwagę włodarzom (różnych kadencji) na niefortunną nazwę ulicy w Oliwie. Bez odzewu. Jeśli chcemy na serio traktować naszą historię, to trzeba uczciwie „pilnować" nawet tak, z pozoru błahych, spraw. Zmiana nazwy ulicy to nie jest skomplikowany proces decyzyjny. Oczywiście, wiążą się z nim pewne koszty, które muszą ponieść mieszkańcy i przedsiębiorcy prowadzący działalność na danej ulicy. Ale czy przypadkiem większość tych kosztów nie pobiera właśnie magistrat? Czy byłoby to naprawdę trudne, aby w drodze wyjątku zwolnić mieszkańców z przynajmniej części opłat przy wyrabianiu nowego dowodu osobistego czy rejestracji działalności? Miasto (nie tylko Gdańsk) wydaje niejednokrotnie rokrocznie więcej pieniędzy na różnego rodzaju inicjatywy związane z różnego rodzaju obchodami. Zacznijmy więc od podstawowych działań. Nie przypominajmy sobie o osobach godnych naszej  pamięci i chwili zadumy (naprawdę niczego więcej!) tylko ten jeden czy dwa razy do roku. Bądźmy konsekwentni. Tylko tyle i aż tyle. Naprawdę.

A jeśli Państwo wciąż się ze mną nie zgadzają, to machnijmy wszyscy ręką i zmieńmy, dajmy na to, nazwę głównego deptaka w Sopocie na „Obrońców Monte Cassino". Ot, drobiazg, prawda..?

 

Jan Daniluk - Historyk, badacz
dziejów przede wszystkim Gdańska (do 1945 r.)
oraz II wojny światowej na ziemiach polskich.
Pracuje w Dziale Naukowym Muzeum II Wojny Światowej,
wcześniej związany z gdańskim oddziałem IPN.

Tekst  pierwotnie ukazał się na blogu Retrospektywa. Blog Jana Daniluka

 

 

 

 

Liczba wejść: 37948, od Data publikacji 31.08.2016