RECENZJE

DYRYGENT

„Zespół Stalina. Niebezpieczne lata radzieckiej polityki" to książka historyczna z najwyższej półki, skłaniająca do refleksji nad naturą władzy.

Stalin od lat intryguje czytelników. Nic dziwnego, że powstają jego kolejne biografie. Sheila Fitzpatrick, opierając się na bogactwie zebranych źródeł, proponuje nowe spojrzenie – pokazuje, że generalissimus działał w grupie, wspierany przez grono polityków, którzy często byli jednocześnie jego przyjaciółmi. Skład jego „drużyny” był zmienny. Trzon stanowili przez lata Wiaczesław Mołotow, Łazar Kaganowicz, Anastas Mikojan, Kliment Woroszyłow i Andriej Andriejew. Część zespołu, która rozpoczynała grę w ścisłej elicie, była z czasem wypychana na margines polityki lub żegnała się z życiem (Siergiej Kirow, Grigorij Ordżonikidze). Na ich miejsce przychodzili kolejni – przedstawiciele młodszej generacji (Ławrientij Beria czy Nikita Chruszczow).

Otoczenie Stalina cieszyło się już wcześniej zainteresowaniem historyków. W latach osiemdziesiątych Roj Miedwiediew napisał książkę o najbliższych współpracownikach dyktatora. W ostatnich latach najbardziej popularna była książka autorstwa Simona Sebag Montefiore, koncentrująca się bardziej na życiu codziennym tytułowego „dworu czerwonego cara” z zamieszkującymi go „bojarami”. Fitzpatrick zauważa, że ci „nowi bojarzy” nie mieli ani ziemi, ani środków materialnych – ich włościami były ministerstwa, gałęzie przemysłu, administracja partyjna czy służby mundurowe. To te zasoby stanowiły o ich pozycji. Każdy z nich walczył o sukces na swoim polu działania – wyszarpywał pieniądze na przemysł, dbał o apanaże dla artystów, zbroił wojsko, tropił wrogów.

Nad nimi dominował Stalin – kapitan drużyny, dyrygent kierujący swoją czerwoną orkiestrą. Górował intelektem, bystrością, oczytaniem. Jego pozycja była niezachwiana, choć relacje łączące go z drużyną były wielopłaszczyznowe. Ludzie, z którymi pracował, byli jego znajomymi i przyjaciółmi. Znali się, niektórzy wspólnie hartowali się w rewolucyjnej walce i politycznych rozgrywkach. Byli ze sobą po imieniu, znali swoje rodziny, wspólnie bawili się i wypoczywali. Z książki Sheili Fitzpatrick wyłania się obraz grupy kierującej się specyficznym etosem.

Ta sytuacja zmieniała się stopniowo wraz z narastaniem terroru – czystki, w której nie oszczędzano ani najbliższych współpracowników, ani nawet członków rodziny. Fitzpartick ukuwa autorską koncepcję, zgodnie z którą Stalin sam był więźniem etosu i swojej polityki. W czasie czystki poświęcał członków swojej rodziny, gdyż w jego przekonaniu ratowanie wyłącznie swoich bliskich byłoby błędem. Kiedy wprawił w ruch aparat terroru, nie było już innego wyjścia – próba zatrzymania machiny kosztowałaby go utratę rewolucyjnego autorytetu i naraziła jego pozycję polityczną. Na końcu tej historii wyłania się obraz dyktatora otoczonego przez swoich dawnych przyjaciół w zaklętym kręgu nieufności. Dawne wspólne kolacje ustąpiły miejsca całonocnym libacjom, w czasie których Stalin zmuszał gości do picia i przedłużał „zabawę” do granic fizycznej wytrzymałości.

Książka Zespół Stalina. Niebezpieczne lata radzieckiej polityki jest próbą odpowiedzi na pytania dotyczące władzy i jej dystrybucji. Jak duża była przewaga Stalina nad współpracownikami? Gdzie zaczynała się, a gdzie kończyła jego władza nad państwem? Czy rządził sam, czy może przywództwo było kolegialne? Czy miał partnerów o autonomicznej pozycji? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na te pytania, zwłaszcza że relacje w drużynie zmieniały się na przestrzeni lat.

Fitzpatrick stawia tezę o obustronnych korzyściach i wzajemnym uzależnieniu wodza i drużyny. Wydaje się to oczywiście do pewnego stopnia słuszne. Stalin nie kierował państwem. Kierował drużyną, która była potrzebna do zarządzania machiną administracyjną. To wydaje się kluczowe. Stalin nie mógł mieć współpracowników pozbawionych inteligencji, siły, politycznego autorytetu, bo wtedy nie mógłby na nich polegać. W 1934 roku (najbardziej pracowitym) Politbiuro wydało 3945 decyzji w czasie 46 posiedzeń. Ile z nich osobiście podejmował Stalin? Było to może 20 proc., ale właśnie tych najważniejszych – personalnych, dotyczących bezpieczeństwa czy spraw zagranicznych.

Fitzpatrick zauważa, że współpracownicy potrafili kwestionować ocenę Stalina. Co więcej – Stalin właśnie takich ludzi potrzebował, żeby aparaty państwowy i partyjny sprawnie funkcjonowały. On sam nie mógł zajmować się mikrozarządzaniem. Nie bez przyczyny pozycją pierwszego po Stalinie cieszył się mało błyskotliwy Mołotow. Może nie był najbystrzejszy w drużynie, ale zasłużył sobie na przezwiska nawiązujące do twardego siedzenia – mógł godzinami nie wstawać od pracy papierkowej.

Jednocześnie Stalin dbał o to, aby nikt z drużyny nie zbudował własnej pozycji. Robił to na kilka sposobów. Lubił formować poza Politbiurem grupy decyzyjne o nie do końca ustalonym charakterze (tzw. trójki, piątki itp.). Robił to w dużej mierze po to, aby wykluczać część swoich współpracowników z grona tych, którzy realnie decydowali. Siergiej Syrcow (członek Politbiura, który nie przetrwał czystki) szybko się zorientował, że Politbiuro to teatr: „to fikcja […] wszystkie decyzje podejmuje mała klika”. Te niepopularne uzgadniano wcześniej, w małym i wpływowym gronie. Zatwierdzenie na posiedzeniu było jedynie formalnością. Stalin lubił odgrywać rolę arbitra. Zawsze dbał o to, aby jego współpracowników więcej dzieliło, niż łączyło, by się nie zjednoczyli.

Dyktator wykształcił też własny styl eliminowania ludzi z bliskiego otoczenia. Polegał on najczęściej na stopniowym, cierpliwym osłabianiu pozycji – zarówno tej politycznej, jak też w grupie. Osoba popadająca w niełaskę mogła widzieć stopniowo zaciskającą się pętlę – aresztowania współpracowników, rodziny, przeniesienie na mniej prestiżowe stanowisko lub zesłanie, ujawnianie w ścisłym kierowniczym gronie obciążających zeznań, często sfabrykowanych. Takiemu dręczeniu przez lata był poddawany Mołotow. Aresztowano jego współpracowników z MSZ, potem żonę. Stalin w czasie posiedzenia Politbiura puścił obiegiem zeznania dotyczące jej życia intymnego. Wszystko po to, aby Mołotow nie wyrósł ponad resztę drużyny.

Fitzpatrick wskazuje na historię Mołotowa i Mikojana jako na szczególny przypadek samoobrony drużyny przed Stalinem. Po tym jak w sfabrykowany sposób zostali oskarżeni o współpracę z zagranicznym wywiadem, dyktator rozpoczął izolowanie ich z wąskiego kręgu politycznego i towarzyskiego, przestał ich zapraszać na daczę. Inni członkowie drużyny dalej jednak spotykali się z podejrzanymi, zapraszali ich nawet na spotkania u Stalina, w dodatku wbrew woli gospodarza (!). Jak zauważyła Fitzpatrick: „członkowie zespołu zachowywali się trochę jak rodzina próbująca wyleczyć cierpiącego na demencję starego ojca z irracjonalnej niechęci do niektórych krewnych”. Taktyka przyniosła efekty. Na ile jednak świadczyło to o autonomii i sile drużyny? Stalin z okresu powojennego to już nie dawny przywódca – umysł stępiał, pogłębiła się paranoja, brakowało sił, które sam trwonił. I nawet wtedy szczytem autonomii było zapraszanie dwóch kluczowych polityków na spotkania towarzyskie. Nie ma powodów, by się oszukiwać – gdyby Stalin pożył wystarczająco długo, posłałby na śmierć także Mołotowa.

Książka Fitzpartick skłania do refleksji nad naturą władzy w stalinowskiej Rosji. Została napisana świetnym, plastycznym językiem i pod każdym względem gruntownie przemyślana. Chociaż jest to publikacja naukowa, to powstała z zamiarem dotarcia do szerokiej publiczności. Przy tym łamie utarte schematy, szuka nowych punktów zaczepienia, nie boi się polemizować i rewidować ocen innych historyków. Zespół Stalina. Niebezpieczne lata radzieckiej polityki to książka historyczna z najwyższej półki.

dr Tomasz Kozłowski - historyk

Liczba wejść: 2976, od Data publikacji 13.11.2017