Tylko u nas

Z cyklu „Spory historyków": GRZECHY ENDECJI - tekst prof. dr. hab. Andrzeja Friszke

Antysemityzm, getto ławkowe, dążenia antydemokratyczne – Narodowa Demokracja nigdy nie była formacją z mojej bajki. Ale pewnych autentycznych zasług tego ruchu nie można zakwestionować.

Przed I wojną światową polityka polska układała się według scenariuszy dwóch wielkich obozów polityczno-ideologicznych. Jeden z nich to Polska Partia Socjalistyczna i Józef Piłsudski, a drugi to Narodowa Demokracja, Liga Narodowa. Działały one w opozycji wobec siebie, ale do pewnego czasu w jakiejś mierze również komplementarnie – socjaliści głównie wśród robotników, a Liga Narodowa głównie wśród chłopów. Oba ugrupowania przyczyniły się do ożywienia świadomości narodowej niższych warstw oraz do upolitycznienia młodej inteligencji. PPS głosiła klasowy model społeczeństwa, endecja – lekceważyła klasowe podziały i traktowała naród jako organizm, stąd przeciwstawiała się wszelkim pomysłom rewolucyjnym. Do ostrego starcia tych obozów doszło w czasie rewolucji 1905 roku.

Roman Dmowski – główny ideolog endecji – patrzył przez pryzmat darwinizmu, czyli walki narodów o wpływy, język i ziemię. Zakładał, że nierealna jest pokojowa koegzystencja narodów – one zawsze walczą. Uznawał, że silniejszym organizmem są Niemcy – mają dobrze zorganizowane państwo, sprawną gospodarkę, słaba cywilizacyjnie jest natomiast Rosja. Polacy muszą więc szukać oparcia w słabym aliancie, żeby przeciwstawić się mocarnym Niemcom. Stąd Dmowski poszedł na ugodę z Rosją, co w 1908 roku wyraził w książce Niemcy, Rosja i kwestia polska.

Piłsudski nie podzielał ani darwinizmu narodowego, ani wizji walki między narodami i stawiał hasła niepodległościowe. Najpierw w podziemnej walce PPS, w 1905 także przez działalność bojową, zbrojną. Po upadku rewolucji organizował w zaborze austriackim oddziały paramilitarne do przyszłej walki z Rosją. Z tego powstały Legiony, pierwsza od dziesięcioleci polska formacja wojskowa, która u boku Austro-Węgier wystąpiła w 1914 roku do walki z Rosją. Piłsudski rozumiał, że dla Rosji niepodległa Polska oznacza wycofanie się z centralnej Europy. Zatem tylko przez odepchnięcie Rosji na wschód i rozbicie jej po szwach narodowych jest możliwe odzyskanie przez Polskę niepodległości i jej utrwalenie. Piłsudski zakładał przy tym, że na wschód od Polski może powstać państwo ukraińskie, co odsunie groźbę imperializmu rosyjskiego. Taką politykę próbował realizować jako Naczelnik Państwa po 1918 roku.

Dmowski negował sens rozbijania Rosji po szwach narodowych. Uważał, że Rosja ma wyraźną przewagę nad Ukrainą czy Białorusią – kulturową, organizacyjną, językową – a więc ten silniejszy rosyjski wilk pożre ukraińską czy białoruską owcę. Poza tym dążenia narodowe Ukrainy były – zdaniem Dmowskiego – inspirowane przez Niemcy, więc Ukraina musiałaby stać się ich wasalem, co z kolei oznaczałoby wzięcie Polski w kleszcze. Należy więc – mówił Dmowski – dokonać podziału Ukrainy: część strawią Polacy, a część Rosjanie i po stronie polskiej będzie dominował żywioł polski, a po drugiej stronie granicy – żywioł rosyjski.
 
Paradoksalnie polska granica wschodnia, jaką ustanowił pokój ryski z 1921 roku, była znacznie bliższa koncepcji Dmowskiego niż Piłsudskiego.

Niepodległość: zasługa Piłsudskiego

Odzyskanie przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej to jednak przede wszystkim zasługa Piłsudskiego. Narodowa Demokracja w 1918 roku właściwie nie odgrywała większej roli. Wszyscy jej najważniejsi działacze przebywali w Paryżu i orędowali w stolicach ententy za odbudowaniem Polski, ale nie uczestniczyli w kraju w grze prowadzącej do odzyskania niepodległości, a w listopadzie w tworzeniu zrębów państwa. Rola Dmowskiego i jego współpracowników okazała się istotna w 1919 roku w Wersalu – w wywalczeniu takiej granicy zachodniej, jaka była w tamtym czasie optymalnie możliwa. To niekwestionowana zasługa Dmowskiego. Ale jego wpływ na to, co się działo jesienią 1918 roku w kraju, był niewielki.

W sejmie, owszem, endecja zdobyła w 1919 i 1922 roku silną pozycję. Dużym poparciem cieszyła się szczególnie na ziemiach dawnego zaboru pruskiego. Miała wpływ na rządy, na kształt ustawodawstwa, także ustroju politycznego. W wielkim stopniu realizowała tu swoje przekonania, czyli wizję państwa narodowego, m.in. opowiadała się za polonizacją ziem wschodnich – a więc przeciwko równouprawnieniu Białorusinów czy Ukraińców, przeciwko ich własnemu szkolnictwu, przeciwko pełnym prawom obywatelskim. Zwalczała także Żydów. Polska miała być w myśl tej koncepcji państwem narodowym, tzn. tylko Polacy mieli w niej decydować. Oznaczało to, że endecy chcą pozbawić jedną trzecią obywateli państwa – bo tak liczne były wówczas mniejszości narodowe – wpływu na sprawy kraju. Było to de facto zakwestionowanie zasady obywatelskości.
 
Takim argumentem endecja posługiwała się w 1922 roku w czasie wyborów pierwszego prezydenta RP, wybranego dzięki głosom posłów i senatorów reprezentujących mniejszości. I rozpętała kampanię, która miała zmusić Gabriela Narutowicza do ustąpienia. Chodziło o to, żeby pod presją brutalnych ataków prasy i ulicznych demonstracji złożył rezygnację. Ta zbrodnia położyła się cieniem na stosunkach w państwie, endecję jej przeciwnicy obciążali moralną odpowiedzialnością za zabójstwo prezydenta.

Grzech główny: antysemityzm

Dmowski od początku wyrażał niechęć wobec Żydów, co w jakimś sensie wynikało z wyznawanego przez niego darwinizmu. Endecy przekonywali, że w wewnętrznym życiu społeczeństwa toczy się walka o wpływy. Polacy walczą o miejsce w handlu i przemyśle z Żydami, którzy dominują w dużej części mieszczańskich zawodów – trzeba więc dążyć do eliminacji Żydów z handlu i zbudować polskie drobnomieszczaństwo. Znalazło to wyraz w organizowaniu bojkotu żydowskich sklepów, co narastało stopniowo, osiągnęło kulminację po 1930 roku. Od czasu rewolucji 1917 roku doszło do tego przekonanie, że Żydzi wspierają komunizm. Są – jednym słowem – wrogami cywilizacyjnymi, zmierzają do zniszczenia tradycyjnych wartości. Są promotorami komunizmu, socjalizmu, liberalizmu, masonerii, ale też świadomego macierzyństwa czy rozwodów – wszystkiego, co dla prawicy najgorsze.

W prasie endeckiej z okresu międzywojennego temat żydowski był tematem numer jeden. Pisano, że Żydzi są obcy, nie ulegają asymilacji, nawet jeśli mówimy o ludziach wysokiej kultury i znakomicie posługujących się polszczyzną. Takie postaci świata literackiego jak Julian Tuwim czy Bolesław Leśmian to dla endeków nie byli żadni polscy poeci. To byli Żydzi piszący po polsku.

Ten antysemityzm narastał od początku lat dwudziestych w postaci konkretnych żądań numerus clausus – czyli ograniczenia Żydom dostępu na studia. W końcu lat trzydziestych doszedł do tego postulat numerus nullus, czyli całkowitego zamknięcia uczelni przed Żydami.

Od lat dwudziestych organizacje młodzieży akademickiej były zdominowane przez endeków. Pod ich wpływem rektorzy wielu uczelni zdecydowali się na wprowadzenie getta ławkowego, czyli wyznaczenia studentom Żydom osobnych miejsc w salach wykładowych. Dochodziło przy tym do haniebnych scen.

Żydzi stali się dla endeków głównym wrogiem, „wewnętrznym okupantem”. Pojawiały się całe analizy będące wytłumaczeniem dziejów za pomocą żydowskich spisków przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej – od Chrystusa aż po dzień współczesny – na przykład gruba książka Zmierzch Izraela Tadeusza Gluzińskiego. Do tego endecki Obóz Wielkiej Polski wprowadził element czynnej walki z Żydami – nie tylko w propagandzie i drukach, ale również w formie ulicznego bojkotu żydowskich sklepów. Wtedy też nasiliły się walki na uczelniach.

I takie hasła znajdowały zwolenników. Nie da się tego do końca wyjaśnić, jeśli się nie powie o wielkim kryzysie gospodarczym tamtych lat, który niezwykle radykalizował postawy młodzieży i w Niemczech doprowadził do władzy Adolfa Hitlera. W kraju biednym, jakim była II Rzeczpospolita, kraju, który zmagał się z kryzysem – bardzo poważnym w latach 1929–1935 – radykalne pomysły, radykalne ideologie przemawiały nawet do ludzi o wysokim poziomie wykształcenia.

„Starzy” i „młodzi”

Endecja w okresie międzywojennym to tak naprawdę coraz wyraźniej dwie formacje intelektualne. W latach trzydziestych silny był już podział na starych i młodych narodowców. „Starzy” to ludzie, którzy zaczęli działalność przed rokiem 1914 w Lidze Narodowej, w formułowaniu pomysłów na politykę wschodnią i zachodnią – i weszli z tym bagażem do II Rzeczypospolitej.
Były wśród nich wielkie nazwiska – Stanisław Grabski, Roman Rybarski, Marian Seyda. Należałoby ich określić jako konserwatystów o narodowej barwie. Myśleli w kategoriach stabilizacji państwa. Popierali własność prywatną, wolność prasy, współistnienie różnych partii, demokratyczne wybory – nawet jeżeli dostrzegali kryzys demokracji. Oni właśnie byli twórcami pojęcia państwa narodowego: system parlamentarny tak, ale w państwie mają decydować tylko Polacy.

Natomiast „młodzi” to ludzie urodzeni około 1900 roku. Uformowały ich wojsko i wojna z bolszewikami. Po wyborze Narutowicza uczestniczyli często w ulicznych manifestacjach przeciwko prezydentowi. Łączyły ich zdecydowana krytyka demokracji i w ogóle pluralizmu, przekonanie, że światem rządzą silne idee, a nie kompromisy, i niechęć do elementów typowych dla demokracji parlamentarnej, takich jak wolne wybory. Na ogół z zachwytem przyjęli pucz Mussoliniego we Włoszech. „Młodzi” nie mieli zahamowań. Bardzo radykalne zachowania, w tym posługiwanie się przemocą, nie były dla nich problemem w walce czy agitacji politycznej. Oceniali, że liberalna demokracja parlamentarna ma się ku końcowi, a elita narodowa – bo tak się określali – ma prawo narzucić swą wolę i kształtować rzeczywistość państwa.

Takie myślenie dojrzewało na początku lat trzydziestych w Obozie Wielkiej Polski: my jesteśmy elitą narodu i mamy prawo prowadzić naród tam, gdzie uważamy za stosowne. Byli przekonani, że demokracja liberalna się zdegeneruje, upadnie i przyjdzie albo komunizm, albo rządy elit narodowych. We Włoszech przesądził tę sprawę Mussolini – przekonywali – ale ten bój czeka także inne kraje. Będziemy budować siłę narodu, a wcześniej siłę organizacyjną. Zmierzali do rządów narodowych, czyli dyktatury jednej orientacji polityczno-ideologicznej.

Fascynacja faszyzmem

W 1933 roku władzę w Niemczech przejął Adolf Hitler. W tym samym roku władze polskie rozwiązały OWP, a wówczas jego wychowankowie poszli albo do Stronnictwa Narodowego, albo stworzyli w 1934 roku Obóz Narodowo-Radykalny, zdelegalizowany przez władze, ale potem działający jako ONR-ABC i ONR „Falanga”.
 
ONR „Falanga” Bolesława Piaseckiego była w gruncie rzeczy zafascynowana nazistowskim modelem dyktatury. Propagowała ideę wodza – dziś partii, jutro narodu – któremu wszyscy mają się podporządkować. Akceptowała przemoc fizyczną, rozniecała bezwzględną nienawiść do Żydów. Nawet naramienne opaski „Falangi” z ręką i mieczem były ewidentnie wzorowane na symbolice hitlerowskiej NSDAP. Niektórzy przyznawali, że dla Polski hitleryzm jest zagrożeniem, bo buduje niezwykłą siłę państwa, skupia w jednej woli całą energię. Chcieli odpowiedzieć w podobny sposób – zbudowaniem de facto ustroju totalitarnego, który w ich przekonaniu miał pomóc zmobilizować potencjał kraju.

Inne środowiska endeckie nie poszły tak daleko. Ale i one były przekonane, że Hitler jednoczy naród i buduje silne, nowoczesne państwo.

Antysemityzm hitlerowców nie budził zasadniczej krytyki. Ten endecki był jednak inny. Nazizm opierał się na zasadzie rasy, krwi. Endecy takiego biologicznego antysemityzmu nie wyznawali, ale za to formułowali tezy o niezmienności żydowskiej natury, o sile wpływu kultury żydowskiej. Twierdzili, że nawet jeżeli ktoś jest dzieckiem ochrzczonych już rodziców i wychował się w polskiej kulturze, to siła żydowskiej odziedziczonej po przodkach tożsamości jest tak potężna, że określa go w bardzo poważnym stopniu. I w konsekwencji czyni obcym.

Endecy byli jednak katolikami, w przeciwieństwie do nazistów. Katolicyzm nie pozwalał akceptować zbrodni. To był niewątpliwie hamulec, który uniemożliwiał polskim narodowcom zaakceptowanie Holokaustu Żydów.

Ruch oporu: konkurencja dla AK

Po wybuchu II wojny światowej endecka prasa przez długi czas przekonywała, że Żydzi w gettach mają się całkiem dobrze, są wyróżniani przez Niemców kosztem Polaków. Nadal postrzegano Żydów jako „wewnętrznego okupanta” polskiej gospodarki, obcego cywilizacyjnie, sprzymierzonego z Sowietami, a w każdym razie chętnie spoglądającego na komunizm. Jedni narodowcy byli w tych ocenach bardziej radykalni, inni mniej. Ale nie bez przyczyny w Radzie Pomocy Żydom, która powstała w 1942 roku, nie było przedstawiciela Stronnictwa Narodowego. Kiedy przyszedł szczytowy moment Holokaustu, zabrakło w prasie endeckiej współczucia czy sympatii. Potem natomiast pojawiały się artykuły o dalszym żydowskim niebezpieczeństwie: albo w postaci żydowsko-komunistycznej, albo w postaci bandytów – zbiegów z gett, którzy terroryzują polskie wsie. Ponieważ jednak w 1943/1944 roku Żydów było już coraz mniej, to ten temat stopniowo zanikał.

II wojna światowa postawiła polski ruch narodowy w zupełnie nowej sytuacji. Od samego początku endecy należeli do organizatorów konspiracji. Marian Seyda wszedł do emigracyjnego rządu Sikorskiego. Wspomniany Roman Rybarski podjął pracę w Delegaturze Rządu. Część narodowców, zwłaszcza „starych”, szybko weszła do centralnych ośrodków cywilnej konspiracji. Natomiast podziemne Stronnictwo Narodowe – z Mieczysławem Trajdosem i potem Stefanem Sachą na czele – zajęło postawę „trochę tu, trochę tam”, to znaczy weszło do międzypartyjnego porozumienia czterech stronnictw, a zarazem budowało własną formację zbrojną – Narodową Organizację Wojskową (NOW) – znajdującą się poza oficjalnymi strukturami Związku Walki Zbrojnej.

Uważali – tak samo zresztą jak ludowcy – że ZWZ, a potem Armia Krajowa są zdominowane przez sanacyjnych oficerów, którym nie należy ufać. Narodowcy budowali więc NOW, która w razie potrzeby miała być czynnikiem siły ich stronnictwa. Niektórzy twierdzili wprost: dzięki własnej organizacji wojskowej przejmiemy po wojnie władzę i zdecydujemy, jaka będzie odrodzona Polska. Podobnie mówili ludowcy i tworzyli Bataliony Chłopskie. To była droga do sytuacji, w której pierwszy dzień wolności byłby pierwszym dniem wojny domowej w Polsce.

Polityka gen. Władysława Sikorskiego – i również Stefana Roweckiego – zmierzała do tego, żeby tego uniknąć i doprowadzić do scalenia wszystkich sił zbrojnych w jednym ręku, podporządkowanym prawu i władzom politycznym. Endecy różnie się w tej sytuacji zachowywali. W roku 1942 Stefan Sacha uznał, że trzeba budować jedność zbrojną – i zdecydował się na podpisanie umów scaleniowych NOW z AK. Podstawowa część NOW weszła do Armii Krajowej. Ale część endeków nadal chciała walczyć o ustrój narodowy, czyli dyktaturę jednego nurtu ideologicznego. Odeszli, połączyli się ze Związkiem Jaszczurczym, czyli dawnym ONR-ABC, i stworzyli Narodowe Siły Zbrojne, konkurencyjne wobec AK i Delegatury Rządu i – wystarczy otworzyć ich pisemka z tamtego okresu – dążące do przewrotu narodowego. W momencie zakończenia wojny zamierzali przejąć władzę i ustanowić ustrój narodowy, w którym nie będzie miejsca dla Żydów, masonów, komunistów, socjalistów czy ludowców. Rządzić będzie elita narodowa, czyli narodowcy.

Skazani na klęskę

Dla komunistów, którzy przejęli władzę w Polsce po II wojnie światowej, endecja była ideologicznym i politycznym wrogiem. Dążyli do wyniszczenia tego nurtu politycznego, który traktowali jako polską odmianę faszyzmu. Narodowcy byli więc tępieni, ci bardziej aktywni przeszli przez więzienia. Włodzimierz Marszewski został skazany na śmierć i stracony, chociaż nie był to żaden radykał, lecz raczej człowiek z kręgu „starych” endeków, związany jeszcze z Komitetem Narodowym Polskim w Paryżu. Dawny lider „Falangi” Bolesław Piasecki zawarł układ ze zwycięskim obozem. Z pomocą dotychczasowych współpracowników stworzył Stowarzyszenie PAX, skupiające katolików gotowych do współdziałania z komunistami. To jednak wyjątek.

Narodowcy na emigracji przyjęli postawę jawnie opozycyjną, odrzucając Jałtę i sowiecką okupację Polski. Bardzo długo liczyli na to, że przyjdzie III wojna światowa, która to wszystko zmieni. Podobną nadzieję mieli działacze w kraju. Tylko nieliczni podjęli próbę wejścia w rzeczywistość powojenną. Wychodzili z założenia, że skoro w okresie zaborów można było legalnie działać, to i teraz trzeba próbować. Powstał komitet legalizacyjny Stronnictwa Narodowego, który – śladem ludowców Mikołajczyka – próbował zalegalizować swoją działalność. Wnioski o legalizację zostały odrzucone. Większość i tak nie widziała żadnych możliwości legalizacji w warunkach „rządów żydokomuny” i rządów sowieckich w Polsce, bo tak oceniali tę sytuację. Budowali więc struktury konspiracyjne i liczyli na to, że wkrótce wybuchnie nowa wojna, przyjdą Amerykanie i zmieni się świat.

O legalnym zaistnieniu narodowców można mówić co najwyżej w przypadku Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Marian Wojciechowski – i szereg osób związanych z endecją – podjął tam współpracę z państwem, takim jakie ono było, w imię budowania polskiej obecności na ziemiach zachodnich, czyli powrotu do programu Dmowskiego sprzed I wojny światowej.

Natomiast podziemne narodowe organizacje zbrojne po wojnie, czyli Narodowy Związek Wojskowy i Narodowe Siły Zbrojne, szybko się zdecentralizowały. O jakiejś próbie koordynacji działań można było mówić do końca 1945 roku. Komenda NZW istniała jeszcze parę miesięcy, paru ludzi zbierało się i radzili, co można zrobić. Nie był to sztab w ścisłym tego słowa znaczeniu. Trzeba też powiedzieć, że to środowisko stanowiło zdecydowaną opozycję wobec Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. WiN to sanacyjni oficerowie, piłsudczycy, lewica – przez endeków uważani za obcych. Dochodziło nawet do bratobójczych walk.

Lepszy Jaruzelski niż Michnik

PRL paradoksalnie zrealizowała pewne sztandarowe postulaty endeków: Polska stała się jednolita narodowościowo i kulturowo, została bardzo mocno wsparta o ziemie zachodnie. To był fundament, na którym – zdaniem endeków – można było budować nadzieje na przyszłość, gdyby komunizm miał się kiedyś skończyć lub osłabnąć ideologicznie.

Byłoby jednak niesprawiedliwe mówienie – jak w wierszu Miłosza – że „jest spadkobiercą ONR-u Partia”. Marksizm, rządy komunistów, ateistyczny charakter państwa, to była dla endeków rzeczywistość całkowicie wroga.

Po II wojnie światowej narodowcy bardzo szybko zostali zepchnięci w niebyt. Ale komuniści wierzyli, że świadomość Polaków jest endecka, antysemicka i można na tych hasłach zbudować poparcie dla władz. Z tej kalkulacji wzięła się antysemicka nagonka 1968 roku.

Działacze obozu narodowego w kraju byli zmęczeni powojennymi więzieniami i nie mieli szans na legalne istnienie. Koncentrowali się na tym, by stworzyć mikrośrodowiska – przetrwalniki narodowych idei, które w przyszłości być może w jakiś sposób zaistnieją. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych endekom zależało na stabilizacji, obronie tego, co jest – bo może być tylko gorzej. Polska Gierka czy nawet Jaruzelskiego jawiła się większości z nich jako element porządku i stabilności. Za większe zagrożenie uważali lewicową opozycję.

Emigracyjna endecka „Myśl Polska” była wroga KOR-owi i nieufna wobec NSZZ „Solidarność”. Uważała te ruchy za rewolucyjne, a rewolucja w jej mniemaniu mogła tylko osłabić naród. Zamiast tego narodowcy woleliby stopniową ewolucję systemu PRL i poszerzenie wpływu elementów narodowych. Nadzieje wiązali natomiast tradycyjnie z Kościołem i jego rosnącą pozycją.

Demokratyczna opozycja to dla wielu endeków byli albo Żydzi, albo postkomuniści, albo liberałowie czy socjaliści, względnie masoni. Endecy byli więc przeciwnikami opozycji, której symbolem są: Jacek Kuroń czy Adam Michnik lub Jan Józef Lipski, ale też Bronisław Geremek czy Tadeusz Mazowiecki. Niechętni byli wobec Leszka Moczulskiego, odwołującego się do tradycji piłsudczykowskich. Próbą rewizji takich ocen, odrzucenia obciążeń antysemickich, odczytania Dmowskiego na nowo jako realisty politycznego, podjęła grupa Aleksandra Halla, czyli Ruch Młodej Polski. Jego działacze byli ważnym czynnikiem w opozycji i Solidarności, ale nie zdobyli zaufania tradycyjnych endeków.

W środowisku endeckim odnoszono się bez zaufania do Zachodu, liberalnej demokracji, Ameryki i „wpływów żydowskich w świecie”. KOR i Solidarność postrzegano jako agenturę Zachodu – dążącą do rozsadzenia systemu, na czym Polska mogła jakoby tylko stracić. Opozycja może tylko naruszyć stabilizację i wywołać w społeczeństwie niepotrzebny ferment – mówili narodowcy. Zauważmy, że podobne tezy głosiła wówczas oficjalna propaganda PRL.

Wysłuchali Filip Gańczak i Jan Olaszek

prof. dr hab. Andrzej Friszke – historyk, wykładowca Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, wiceprzewodniczący Rady IPN; w latach osiemdziesiątych był związany z opozycją demokratyczną; w 2011 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski; opublikował m. in. książki Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności (2011) oraz Adam Ciołkosz – portret polskiego socjalisty (2011)

 

Tekst pochodzi z numeru 9/2012 miesięcznika "Pamięć.pl".

Polecamy lekturę tekstu prof. dr. hab. Jana Żaryna
 

 

 

Liczba wejść: 75006, od 16.12.2014