Tylko u nas

DWA OBLICZA REGINY - artykuł dr Magdaleny Semczyszyn

Odważny żołnierz, łączniczka w oddziale por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, następnie w 5. Wileńskiej Brygadzie AK, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. W 1944 roku odznaczona Krzyżem Walecznych. Od 1946 roku agentka UB o pseudonimie „Regina”.

Jej działalność sprowadziła represje na kilkudziesięciu towarzyszy broni. Życiorys Reginy Mordas-Żylińskiej to materiał na film, w którym zwyciężają sprzeczności.

Regina miała 18 lat, gdy wiosną 1942 roku rozpoczęła konspiracyjną działalność w Okręgu Wileńskim Armii Krajowej. Rok wcześniej zdała małą maturę na tajnych kompletach organizowanych w rodzinnym Wilnie. Konspiracja pochłonęła ją do reszty. „W moim mieszkaniu był punkt spotkań przyjeżdżających na odprawy, magazyn broni, amunicji i lekarstw” – zeznała kilka lat później podczas śledztwa.

Bardzo dzielna dziewczyna

25 marca 1943 roku nad jeziorem Narocz został sformowany oddział partyzancki pod wodzą por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, który miał bronić Polaków przed niemieckimi represjami i wywózkami. Regina Mordas zgłosiła się do oddziału i została łączniczką adiutanta – ppor. Józefa Wiśniewskiego „Ostroga”. W sierpniu 1943 roku formacja (licząca przeszło dwustu żołnierzy) została rozbrojona i zdziesiątkowana przez jednostki sowieckiej partyzantki Fiodora Markowa. Ocaleni żołnierze – a wśród nich młoda łączniczka – stali się zaczątkiem legendarnej 5. Wileńskiej Brygady AK, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Dziewczyna uczestniczyła w walkach brygady z Niemcami i Sowietami. Przenosiła broń, rozkazy i amunicję. Podczas jednej z akcji została aresztowana przez żołnierzy Armii Czerwonej, ale udało jej się zbiec.

Towarzysze broni zapamiętali Reginę jako osobę bardzo odważną, która umiała wyjść cało z każdej opresji. Sanitariuszka Janina Wasiłojć-Smoleńska „Jachna” po latach wspominała: „Regina była bardzo dzielna [...]. Miała opinię niezwykle bojowej dziewczyny i całkowite zaufanie u wielu ludzi. »Łupaszka« również jej ufał. Wypełniała wszystkie powierzone jej zadania”. Koledzy ją doceniali i wyróżniali. W 1946 roku znalazła się w gronie kilku żołnierzy, którym major podarował sygnet z wygrawerowanym napisem: „Przyjacielowi Żołnierzowi – Łupaszka”. W rozkazie znalazło się uzasadnienie: „za pełną poświęcenia i samozaparcia pracę w oddziale”.

Wileńscy żołnierze na Pomorzu

Latem 1944 roku nacierający Sowieci spychali żołnierzy Brygady na zachód. Część pododdziałów została rozbrojona w Puszczy Grodzieńskiej, reszta wybita, wcielona do ludowego Wojska Polskiego lub rozproszona. Major „Łupaszka”, wraz z trzema grupami, zdołał przedrzeć się na teren województwa białostockiego, jednak Reginy Mordas już wówczas z nimi nie było. W grudniu 1944 roku dziewczyna została aresztowana przez NKWD. Po wyjściu z więzienia (maj 1945 roku) wyjechała z rodzicami do Torunia, a następnie do Koszalina.

Pod koniec 1945 roku żołnierze 5. Brygady przenieśli się na Pomorze, gdzie „Łupaszka” podporządkował partyzantów strukturom eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, dowodzonego przez ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Na przełomie 1945 i 1946 roku na nowym terenie trwało budowanie siatki konspiracyjnej oraz przeformowywanie brygady, której podstawą stały się tzw. patrole dywersyjne. Złożone z kilku żołnierzy pododdziały rozbijały posterunki UB, wymierzały kary konfidentom, zdobywały fundusze na dalszą działalność. Skuteczność działań osiągano głównie dzięki zaufanym współpracownikom. Jednym z nich była Mordas, której „Łupaszka” po raz kolejny powierzył funkcję łączniczki. Jako pracownica Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Koszalinie załatwiała dokumenty legalizacyjne dla członków podziemia. Pośredniczyła w kontaktach między majorem i ludźmi konspiracji na terenie ówczesnych województw szczecińskiego i pomorskiego. To dzięki niej we wschodniej części województwa szczecińskiego doszło do kilku wspólnych akcji żołnierzy Bojowego Oddziału Armii i podległego „Łupaszce” szwadronu Zdzisława Badochy „Żelaznego”. Zachowała się pamiątka tej współpracy – zdjęcie, na którym uśmiechnięta Regina stoi w towarzystwie sześciu żołnierzy. Była wiosna 1946 roku. W ciągu następnych lat z obecnych na fotografii mężczyzn dwóch miało zginąć z rąk UB, czterech – spotkały represje i więzienie.

Agentka „Regina”

W kwietniu 1946 roku w wyniku wpadki Regina Mordas została aresztowana przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku. To cezura zamykająca kartę jej życiorysu w konspiracji niepodległościowej. Okoliczności, w których zgodziła się wówczas współpracować z bezpieką, nie są do końca znane. Być może została zastraszona i psychicznie złamana. Miała przecież świeże wspomnienia z więzienia w Mińsku, które opuściła w 1945 roku tylko dzięki majowej amnestii. Na pewno zdawała sobie sprawę z tego, że za podziemną działalność groziła jej kara śmierci.

Gdyby jednak była to tylko chwila ludzkiej słabości – zrozumiała w obliczu brutalnych metod bezpieki – Mordas mogła zachować się tak, jak aresztowany kilka tygodni wcześniej łącznik Okręgu Wileńskiego AK, Wacław Beynar „Orszak”, który po wyjściu z UB natychmiast powiadomił swoich przełożonych o werbunku. Tymczasem kobieta przeszła na służbę dotychczasowych wrogów i przez kolejne cztery lata pełniła ją z oddaniem. Co więcej, była tak samo skuteczna, jak podczas lat spędzonych w partyzantce, gdy wielokrotnie wykazywała się brawurą.

Trudno nie zadać sobie pytania, dlaczego tak się stało, zwłaszcza że efekty i skala współpracy szokują. Listę nazwisk przewijających się w licznych donosach „Reginy” – bo taki otrzymała pseudonim – otwierają podkomendni „Łupaszki”: łączniczka Danuta Siedzikówna „Inka” i Feliks Selmanowicz „Zagończyk” – oboje skazani w 1946 roku w Gdańsku na karę śmierci i straceni. Do więzień UB szybko trafiały następne osoby.

„Przekazywała im wszystko, co wiedziała, a wiedziała dużo – wspominała »Jachna« – miała kontakty z komendą, ze sztabem. W zasadzie to ona rozłożyła całą organizację. Bez żadnych skrupułów wydawała UB swoich przyjaciół, z którymi przecież niejedno przeżyła. Przez nią siedziało wiele osób. Zdradzała także tych ludzi, u których nocowaliśmy. Później, jak już się chciała wykazać przed UB, chciała ich przekonać, że nadal jest przydatna, a już nie miała co powiedzieć, to wymyślała, oskarżała niewinnych ludzi. Rzeczywiście stało się z nią coś tak dziwnego, nie miała żadnych zahamowań”.

Sama agentka przyznała po latach w rozmowie ze Służbą Bezpieczeństwa, że za współpracę nie pobierała żadnego wynagrodzenia, czasami jedynie żywność. Jako motyw denuncjatorskiej działalności wskazała „sentyment do jednego z funkcjonariuszy UB”. Czy faktycznie przyjaźniła się z pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa? Dokumenty milczą w tej sprawie. Ale gdzieś ponad tym, co napisane, można pokusić się o spekulacje na temat psychologicznego aspektu zachowania Reginy Mordas. Jeśli odrzucimy motyw przymuszenia czy zastraszenia, rysuje się obraz gry, którą bezpieka podjęła z młodą kobietą, wykorzystując jej słabe punkty. Być może była zmęczona dotychczasowym życiem w ciągłym napięciu i strachu, a we współpracy z UB odnalazła jedyną szansę i sposób na jego przecięcie. A może nosiła w sobie osobistą urazę, którą próbowała zrekompensować zemstą? Nigdy się nie dowiemy, co tak naprawdę nią kierowało.

Sen „Łupaszki”

Dalsze losy Reginy Mordas śledzimy na podstawie zachowanych donosów i dokumentacji bezpieki. Lektura wskazuje, że kobieta była agentką bezwzględną i nadgorliwą. Przed każdym spotkaniem z wileńskimi kolegami była odpowiednio legendowana. Wykonywała kolejne zadania, brała udział w tzw. kombinacjach operacyjnych, obławach, prowokacjach, a nawet w przesłuchaniach. Materiały przez nią dostarczane stały się podstawą wszczęcia kilku dużych spraw przeciwko osobom związanym z podziemiem. Za jej pośrednictwem do rąk funkcjonariuszy trafiały listy, ulotki, podziemna prasa.

Choć już w 1946 roku krążyła informacja o współpracy dawnej uczestniczki konspiracji z UB, to przez długi czas wielu znajomych nie mogło w to uwierzyć. Nieliczni od razu stracili do niej zaufanie. Na przykład Wacław Beynar „Orszak” w jednym z listów do „Łupaszki” wspominał, że pod koniec czerwca 1946 roku spotkał Reginę w pociągu do Olsztyna. Rozemocjonowana wspominała o pobycie w gdańskim areszcie. „Opowiadała dużo rzeczy bezsensownych – zanotował »Orszak« – jak kupiła Panu Mjr. ryngraf złoty za 9 tys. zł, że ona kochała się w Panu, że z nią bardzo grzecznie obchodzono się w więzieniu, w co całkiem nie wierzyłem, bo sam to przeżywałem”. Beynar nie chciał uwierzyć, że po wyjściu na wolność dziewczyna zerwała kontakt z UB. Jednak sam mjr. „Łupaszka” na początku wątpił w fakt jej współpracy. Janina Wasiłojć-Smoleńska wspominała, że gdy przekazała mu informację o werbunku koleżanki, był przekonany, że to tylko wybieg, który miał ocalić jej życie. Opowiedział przy tym „Jachnie” swój sen: „Śniła mi się Regina, że siedzi w celi, drzwi otwarte, a ona nie wychodzi, tylko siedzi i płacze”. W literaturze pojawia się informacja o podziemnym wyroku śmierci, który w 1946 roku wydał na Reginę Mordas komendant ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”. Według samej zainteresowanej o tym, że zaniechano jego wykonania, zadecydowało wstawiennictwo części dawnych przyjaciół.

Donosy

W 1948 roku Mordas została aresztowana podczas ogólnopolskiej „Akcji X”, w której ramach bezpieka prowadziła polowanie na ludzi związanych z wileńską konspiracją. Areszt tak cennej agentki był kolejnym z elementów gry, ponieważ – mimo formalnego wyeliminowania z sieci informatorów – „Regina” była nadal aktywna. W archiwum IPN w Szczecinie znajduje się teczka z częścią zachowanych donosów z lat 1948–1950. Wrażenie robią pisane ręką kobiety charakterystyki kolegów z partyzantki. „Regina” nie poprzestaje na suchych faktach. Podejmuje próby psychologicznej analizy, podrzuca plotki z życia prywatnego. Bywa zgryźliwa, zwłaszcza wobec kobiet. „Potwornie brzydka” – pisze przy jednej dziewczynie, którą wskazuje jako współpracownicę Zrzeszenia WiN w Łodzi. Kolejne trzy charakteryzuje jako „kochanki »Łupaszki«”. Zgodnie z wymogiem bezpieki, posługuje się ówczesną frazeologią. Swoich dowódców i towarzyszy broni określa mianem bandytów, bandziorów, wykolejeńców. Strona po stronie dostarcza materiałów obciążających byłych kolegów, w większości zresztą przebywających już wówczas w więzieniach.

W donosach, oprócz mjr. Szendzielarza (straconego w 1951 roku w Warszawie), pojawiają się jego podkomendni, m.in. Antoni Rymsza „Maks” (aresztowany w 1948 roku i wywieziony do łagru na Kołymę), Janina Wasiłojć-Smoleńska „Jachna” (aresztowana w 1947 roku i skazana na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia), sanitariuszka Lidia Lwow-Eberle „Lala” (aresztowana w 1948 roku i skazana na karę dożywotniego więzienia), Jerzy Lejkowski „Szpagat” (aresztowany w 1948 roku i skazany na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia), Leon Smoleński „Zeus” (aresztowany w 1948 roku), Zygmunt Grunt-Mejer „Zyga” (aresztowany w 1948 roku i skazany na 6 lat więzienia).

„Regina” opisała także dowódcę Bojowego Oddziału Armii – Stefana Pabisia „Stefana” (aresztowany w 1948 roku i skazany na karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie) i jego żołnierzy, m.in. Edwarda Kokotkę „Wrzosa”, który uśmiecha się z nią na grupowym zdjęciu z wiosny 1946 roku (rozstrzelany w 1948 roku w więzieniu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie). Wskazała właścicieli punktów kontaktowych i kolporterów podziemnej prasy z Torunia, Bydgoszczy, Gdańska, Malborka, Olsztyna, Słupska, Szczecina. Część charakterystyk dotyczy osób już wówczas nieżyjących, np. Henryka Wojczyńskiego „Mercedesa” (zginął w 1946 roku). Pod donosami znajdują się notatki funkcjonariuszy: „przesłać według miejsca zamieszkania” lub „aresztowana/y”, „skazana/y”, „kara śmierci” itd.

Po kolejnych aresztowaniach znajomi zaczęli odsuwać się od Reginy Mordas i zrywać z nią kontakty. W jednym z donosów kobieta żaliła się, że podkomendny mjr. „Łupaszki”, Olgierd Christa „Leszek”, zarzucił jej, że wsypała „Zagończyka”. „Pytał, czy nie dostałam za to medalu – pisała. – Powiedziałam mu, iż jak jego rozpracuję, to na pewno mi dadzą”. Fala represji powodowała, że pozostający jeszcze na wolności żołnierze czuli się coraz bardziej zaszczuci. Bezpieka potrafiła to wykorzystać. „Regina” podejmowała kolejne manipulacje, namawiając m.in. „Zeusa” czy „Leszka” do ujawnienia się w ramach amnestii ogłoszonej na początku 1947 roku. Stawką było ich życie lub – jak w przypadku „Zeusa” – życie najbliższych (chcąc ratować aresztowaną w 1947 roku „Jachnę”, Smoleński podjął krótkotrwałą grę z bezpieką, godząc się na współpracę).

Tragiczny bilans

 
  CZARNY TEMAT – REGINA - audycja Jolanty Rudnik

W 1950 roku UB zerwał kontakt z „Reginą”. Powodem była dekonspiracja, do której przyczynił się m.in. udział agentki jako głównego świadka oskarżenia w procesach towarzyszy z partyzantki. Jednak przez kolejne lata Mordas pełniła rolę dorywczej konsultantki bezpieki w sprawach związanych z konspiracją wileńską. „Podczas tych spotkań – jak zanotowano w raporcie SB z 1957 roku – wymieniona sama wyrażała chęci, ażeby zlecić jej nawiązanie kontaktu z b. działaczami bandy »Łupaszki«, twierdząc, że chociaż została zdekonspirowana, lecz z tymi ludźmi potrafi się jeszcze domówić”. Jak czytamy we wspomnianym dokumencie, bilans jej agenturalnej działalności do 1950 roku to rozbicie 120 punktów konspiracyjnych, dostarczenie 121 nazwisk i danych osób zaangażowanych w konspirację wileńską, aresztowanie licznych działaczy ze szczebla kierowniczego partyzantki, a także wielu żołnierzy AK/WiN z ówczesnych województw szczecińskiego, gdańskiego, olsztyńskiego, białostockiego i pomorskiego.

Czy „Regina” zdawała sobie sprawę z ogromu wyrządzonych krzywd? Na pewno wiedziała, co spotkało jej ofiary. Niekiedy w kolejnych donosach, przy pojawiających się nazwiskach, zapisywała w nawiasie: „ja go wsypałam”. Z kolei zarzut zdrady ze strony kolegów przekuła w żal, że rosnący ostracyzm środowiska utrudniał zdobycie kolejnych informacji. Będąc narzędziem w rękach bezpieki, przyczyniła się do kilku wyroków śmierci i wielu kar długoletniego więzienia. Czasami w doniesieniach uderzała na oślep, wymieniała członków rodzin partyzantów, ich sąsiadów i znajomych. Tak, jakby się bała, że lista nazwisk za chwilę się skończy. A może tak, jakby chciała wymazać całą przeszłość, pozbyć się ostatniego świadka.

Zjawy z przeszłości

Przeszłość jednak do niej powróciła. W 1957 roku Regina mieszkała w Szczecinie i prowadziła sklep sieci Miejskiego Handlu Detalicznego. Założyła rodzinę i zmieniła nazwisko na Żylińska. Czasy były już inne. W wyniku amnestii do domów wracali ci, którym złamała życie. Kobietę zaczęły prześladować dawno niewidziane, znajome twarze. Któregoś dnia czterech byłych partyzantów wileńskich odwiedziło ją w domu i zażądało pieniędzy w ramach rekompensaty za lata spędzone w więzieniu. Żylińska wydała im 6 tys. zł. Rok później w sklepie, w którym pracowała, pojawiły się kolejne osoby – kolejne zjawy z przeszłości. Kobieta zaczęła obawiać się o swoje życie i poprosiła o pomoc SB. Była gotowa zapłacić, bo – jak napisał jeden z funkcjonariuszy w raporcie – „Wobec tych ludzi czuje się zobowiązana moralnie i może oni potrzebują pomocy, bo szereg z nich powychodziło z więzień, są bez pracy, dużo z nich przyjechało ze Związku Radzieckiego i obozów”.

Regina Żylińska żaliła się pracownikowi Wydziału III Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, mówiąc, że „[…] szereg ludzi od »Łupaszki« było dobrych i jak na nią był wydany wyrok śmierci, to ją uprzedzili o tym. Za wydanie im pieniędzy najwyżej posiedzi rok czasu, nadmieniając przy tym, że po co jej to wszystko było potrzebne (jej współpraca z organami BP). Za te [tak w oryginale] uprzednie przestępstwo otrzymałaby 15 lat, ale do tego czasu by wyszła na wolność i byłaby czysta i miałaby spokój”. Odtąd żyła w strachu. Przez kilka dni nie pojawiała się w pracy, odbierała anonimowe telefony, szukała adresu teściowej „Łupaszki”, żeby się wytłumaczyć. Twierdziła, że została zatrzymana na ulicy przez dwóch mężczyzn, którym pod groźbą szantażu oddała kolejne 20 tys. zł utargu. Część tych zdarzeń funkcjonariusze SB zinterpretują niebawem jako wytwór wyobraźni Żylińskiej. Akta nie rozstrzygają, czy próby wyłudzenia pieniędzy faktycznie miały miejsce, czy też były psychiczną szamotaniną kobiety z przeszłością. „Kiedy wyszłam z więzienia w 1956 roku, spotkałam ją na ulicy – mówiła »Jachna« – szła naprzeciwko mnie, ale choć była osobą o niezwykłym tupecie – na mój widok szybko przebiegła na drugą stronę”.

Ostatnia gra z SB

Uciekając przed przeszłością, Żylińska rozpaczliwie domagała się uwagi SB. Funkcjonariusze Wydziału „B” KWMO w Szczecinie prowadzili stałą obserwację kobiety, ponieważ podczas jednej z wizyt na komendzie obiecała wyjechać na teren Litwy i wskazać miejsce, w którym partyzanci zakopali niegdyś archiwum brygady. Jak sama przyznała, mjr „Łupaszka” prosił ją o zachowanie tej tajemnicy w pamięci, mówiąc: „[…] ty masz zawsze cholerne szczęście i ze wszystkich opresji wychodzisz cało. W razie gdybyśmy wszyscy gryźli ziemię, to wiedz, gdzie jest zachowana historia brygady”.

Prawdopodobnie był to haczyk, który na kilka miesięcy pozwolił kobiecie poczuć zainteresowanie ze strony służb. Tak jak wówczas, gdy była im potrzebna. Jednak tym razem rozmowy z SB przypominały raczej pokorne dopraszanie się uwagi przez natrętną petentkę. Żylińska miotała się, plątała, była rozemocjonowana. Funkcjonariusze stracili cierpliwość, wypomnieli jej długi finansowe, które próbowała zasłonić wymysłami o szantażystach. Odpowiedziała, że „ma wobec kogoś długi, których żadnymi pieniędzmi nie spłaci do końca życia”. Podobne refleksje pojawiły się jeszcze kilka razy, niczym uporczywe obrazy z przeszłości, z którą musiała żyć i której się bała. Funkcjonariusze zinterpretowali je jako przykład „psychicznego niezrównoważenia” kobiety. Któregoś razu, wspominając żołnierzy Bojowego Oddziału Armii, rzuciła, że „siedząc w więzieniu, za porcję lodów wydała 8-osobową bojówkę, która w całości została zlikwidowana przez UB”. W podobny sposób dała upust wyrzutom sumienia, ale też toczyła grę, której stawką było cenne archiwum „Łupaszki”.

W 1958 roku Żylińska odwiedziła w Warszawie Lidię Lwow-Eberle, od której próbowała wyciągnąć potwierdzenie dotyczące ukrycia dokumentacji. Choć „Lala” zaprzeczyła, jakoby cokolwiek wiedziała, spotkanie dało pretekst do złożenia kolejnego raportu SB. Zachowanie Żylińskiej stawało się coraz dziwniejsze. Wciąż szukała kontaktu z bezpieką i bombardowała siedzibę KWMO telefonami. Tam jednak przestano traktować ją poważnie, więc – niczym pokerzystka – dorzucała coraz więcej do puli. Zaproponowała wydanie lokalu konspiracyjnego z lat czterdziestych, którego dotąd nie ujawniła. Twierdziła, że otrzymywała dolary od kierownictwa partyzantki wileńskiej za milczenie. Przekonywała, że przez sąsiada nawiązała kontakty szpiegowskie, które mogą zainteresować służby.

Jednak wyniki tajnej obserwacji nie wskazują, aby Żylińska prowadziła ciekawe życie lub utrzymywała kontakty przydatne funkcjonariuszom. Ostatecznie – gdy po weryfikacji przez KGB Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej danych dotyczących ukrytego archiwum „Łupaszki”, plan jego odnalezienia okazał się niewiarygodny – „petentka” przestała być potrzebna. Materiały szczecińskiej SB złożono do archiwum w lutym 1960 roku z adnotacją: „»Regina« nie prowadzi obecnie żadnej działalności”. Bezpieka nie miała już żadnego interesu w tym, aby utrzymywać kontakt z kobietą, która kiedyś tak bardzo jej się przysłużyła, wręcz przeciwnie – aby ostatecznie pogrążyć „Reginę”, powiadomiono prokuraturę o manku, które powstało w jej sklepie. Zwolniona z pracy, została sama ze swoją przeszłością. Jedna z najskuteczniejszych niegdyś agentek zmarła w 1970 roku w wieku 46 lat.

dr Magdalena Semczyszyn – historyk, pracownik
Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie

 

Tekst pochodzi z numeru 10/2014 miesięcznika „Pamięć.pl”

 

Liczba wejść: 7924, od 25.08.2016